Elementor i Divi w WordPressie gdzie kończy się wygoda, a zaczynają problemy
Popularne dziś są konstruktory stron, wtyczki i gotowe szablony, które obiecują szybkie tworzenie stron internetowych. Szczególnie w ekosystemie WordPress, gdzie wybór takich narzędzi jest największy (m.in Divi, Elementor, Visual Composer).
Na start to często dobre rozwiązania. Pozwalają szybko złożyć stronę, zobaczyć efekt niemal od razu i ruszyć z projektem bez angażowania zespołu technicznego. Problem zaczyna się później wtedy, gdy strona przestaje być „wizytówką”, a zaczyna realnie pracować: sprzedawać, zbierać leady, wspierać marketing i SEO.
Zmiany, które początkowo były „jednym kliknięciem”, z czasem wymagają obejść, dodatkowych wtyczek i coraz częściej… programisty. Problemy narastają stopniowo i długo pozostają niewidoczne do momentu, gdy trzeba stronę przebudować albo rozwinąć.
Czym są konstruktory stron i kiedy mają sens?
Najczęściej działają jako wtyczki lub motywy w systemach CMS szczególnie we wspomnianym wcześniej ekosystemie WordPress.
Ich celem jest:
- szybkie budowanie układu,
- wizualny podgląd zmian,
- łatwa edycja dla osób nietechnicznych.
Sprawdzają się bardzo dobrze:
- na start projektu,
- przy prostych stronach informacyjnych,
- w landingach i stronach kampanijnych,
- tam, gdzie treści często zmienia marketing lub projektanci.
Problem pojawia się wtedy, gdy od strony zaczynamy oczekiwać czegoś więcej niż wyglądu.
Poza tymi zaletami konstruktory niosą jednak ze sobą także ograniczenia, niewidoczne na pierwszy rzut oka ale ujawniające się wraz z rozwojem strony. Najczęściej dotyczą one dostępności, skalowalności, wydajności oraz łatwości utrzymania i wprowadzania bardziej złożonych zmian.
Gdzie zaczynają się realne problemy?
1. Brak logiki i zależności
Edytor wizualny świetnie wyświetla treści, ale słabo radzi sobie z warunkowością.
Gdy:
- jedna sekcja ma zależeć od drugiej,
- treść ma się nie wyświetlać, jeśli danych brak,
- dane pochodzą z różnych źródeł,
interfejs szybko przestaje wystarczać. Pojawiają się obejścia albo kod.
2. Brak struktury pod rozwój
Dodanie nowej sekcji jest proste. Trudniejsze jest:
- przebudowanie hierarchii treści,
- zarządzanie powtarzalnymi elementami,
- utrzymanie porządku przy rosnącej liczbie podstron.
Strona, która na początku była wygodna, z czasem staje się trudna w utrzymaniu bo nie była projektowana jako system.
3. Ukryta złożoność
Każda kolejna funkcja to nowe warstwy, zależności i abstrakcje. Edytor wizualny je maskuje, ale ich nie eliminuje. W pewnym momencie nawet drobna zmiana wymaga wiedzy technicznej.
„Strona bez kodu” bardzo szybko okazuje się stroną, która bez znajomości kodu nie pójdzie dalej.
Gdy brak struktury zaczyna kosztować.
W projekcie dla firmy wynajmującej pokoje decyzja o użyciu Edytor wizualny została podjęta przez osobę prowadzącą firmę, bez zaplecza technicznego, ale z bardzo racjonalnym celem: szybko uruchomić ofertę i móc samodzielnie nią zarządzać.
Elementor wpisał się w tę potrzebę. Obiecywał pełną kontrolę bez kodu, szybkie dodawanie treści i brak zależności od programisty. Na początku działało to dokładnie tak, jak obiecywano.
Tego, czego nie było widać na starcie, to fakt, że Edytor wizualny nie rozwiązuje problemu struktury danych. Każdy kolejny pokój dodany jako sekcja oznaczał więcej ręcznej pracy i coraz większy chaos.
W pewnym momencie nie tylko edycja przestała być wygodna. Optymalizacja strony pod wydajność i SEO stała się koszmarem, bo problem nie leżał w ustawieniach, lecz w samej architekturze.
Edytor wizualny zadziałał jak wabik: dał szybkie poczucie kontroli, ale przeniósł koszt w przyszłość w czas, wydajność i trudność dalszego rozwoju.
Przy większej liczbie pokoi pojawiły się problemy:
- ręczne oznaczanie statusu,
- chaos w edycji,
- coraz gorsza wydajność edytora.
To nie był problem serwera ani wtyczki. To był efekt użycia Edytor wizualny do zarządzania danymi, a nie ich prezentacji.
Masz podobną sytuację?
Zostaw swoje dane kontaktowe, a skontaktuję się z Tobą w celu omówienia szczegółów.

Gdy Edytor wizualny obiecuje elastyczność, a system zaczyna się rozjeżdżać.
W projekcie dla centrum kompetencyjnego decyzja technologiczna również była racjonalna z perspektywy biznesu. Strona miała być elastyczna, łatwa w edycji i możliwa do rozwijania bez ciągłego angażowania developera. Naturalnym wyborem było połączenie Divi z Advanced Custom Fields, czyli wizualnego Edytor wizualny z systemem pól niestandardowych.
Na papierze wyglądało to jak idealne połączenie:
ACF miało trzymać dane, Divi je wyświetlać, a marketing swobodnie zarządzać treścią.
I przez długi czas dokładnie tak było.
Problem pojawił się w momencie, gdy strona zaczęła wymagać warunkowości i większej spójności. Marketer, edytując treści w edytorze wizualnym, nie był w stanie łatwo określić, dlaczego dana sekcja się wyświetla albo znika. Warunkowe wyświetlanie istniało ale było ukryte.
Edytor wizualny znów zadziałał jak przynęta:
wizualnie dawał poczucie pełnej kontroli, ale w praktyce intencja treści była rozproszona między kilka warstw.
Kolejny problem wyszedł przy rozbudowie strony. Dodanie nowego elementu np. prowadzącego spowodowało pojawienie się ostrzeżeń ze strony PHP. Nie dlatego, że strona była „zepsuta”, ale dlatego, że Divi spodziewał się prostego typu danych (stringa - ciągu znaków alfanumerycznych), a otrzymywał pustą tablicę.
Technicznie:
- to nie był błąd krytyczny,
- strona działała,
- użytkownik niczego nie zauważał.
Systemowo:
- logika była krucha,
- edytor opierał się na domyślnych założeniach Edytor wizualny,
- a przyszłe aktualizacje PHP (coraz bardziej restrykcyjne pod kątem typów danych) zaczęły stanowić realne ryzyko.
I to jest kluczowy moment tego przykładu.
Problemem nie było połączenie ACF + Divi samo w sobie. Problemem było to, że odpowiedzialność za strukturę, logikę i typy danych została rozmyta - część była „klikana”, część „zakodowana”, a część istniała tylko jako domyślne założenie narzędzia.
Edytor wizualny ułatwia start i codzienną edycję. Ale w momencie rozwoju strony zabrakło jednego, spójnego modelu, który:
- jasno określał, kiedy coś ma się wyświetlać,
- jakie dane są wymagane,
- i jak strona ma zachować się w sytuacjach brzegowych.
To kolejny przykład tego samego schematu: edytor wizualny świetnie radzi sobie z prezentacją treści, ale nie z ich logiką i długofalową stabilnością systemu.
Dostępność, HTML i wydajność - niewidoczny koszt.
Konstruktory generują rozbudowany, zagnieżdżony HTML. Wizualnie wszystko wygląda poprawnie, ale:
- trudniej zachować dostępność (a11y),
- rośnie złożoność DOM,
- spada wydajność wraz ze skalą treści.
To bezpośrednio przekłada się na Core Web Vitals:
- wolniejszy render (LCP),
- niestabilny layout (CLS),
- gorszą responsywność interakcji (INP).
Problemy te rzadko pojawiają się nagle. Zwykle pokazują, że strona była projektowana jako jednorazowy projekt, a nie system gotowy na rozwój.
Clean code i AI - gdzie jest granica.
Clean code nie jest ideologią. To sposób na:
- utrzymanie porządku w strukturze,
- kontrolę zależności między treściami,
- bezpieczne skalowanie strony.
AI i Edytor wizualny świetnie przyspieszają pracę, ale:
- nie projektują architektury,
- nie rozumieją długofalowych konsekwencji,
- nie biorą odpowiedzialności za utrzymanie systemu.
Mogą wygenerować kod. Nie zaplanuje on struktury.
Podsumowanie Elementor, Divi szybki start wolny rozwój.
Konstruktory stron i AI nie są problemem. Problemem jest traktowanie ich jak uniwersalnej odpowiedzi na każde wyzwanie.
Edytor wizualny daje szybkość.
AI daje przyspieszenie.
Clean code daje stabilność.
Dobra strona internetowa potrzebuje wszystkich trzech we właściwych proporcjach.